W imię technologicznej utopii i urzędniczej wygody, władze Lublina zamieniły komunikację miejską w prywatny folwark, w którym zasady ustala się zza biurka, całkowicie ignorując polskie prawo. Całkowite wyrzucenie gotówki z biletomatów na pokładach autobusów i trolejbusów lubelskiego MPK to nie nowoczesność – to rażące wykluczenie tysięcy mieszkańców, jawna dyskryminacja oraz, w opinii ekspertów prawnych, działanie na granicy bezprawia. Dlaczego lubelscy urzędnicy udają, że ustawy państwowe ich nie obowiązują, a pasażera z gotówką traktują jak przestępcę gorszego sortu? Czas przerwać to milczenie i wyłożyć karty na stół.
Każdy z nas zna ten scenariusz: wieczór, rozładowany telefon, brak karty płatniczej w kieszeni, ale w portfelu papierowe dwadzieścia złotych. Wsiadasz do zielono-białego autobusu w Lublinie, podchodzisz do automatu i… całujesz klamkę. Urzędnicy podjęli decyzję: gotówka jest tu nielegalna. Masz płacić plastikiem albo aplikacją. Jeśli tego nie zrobisz, podczas kontroli zostaniesz potraktowany jak ordynarny złodziej i ukarany gigantycznym mandatem.
Tymczasem bezlitosna analiza przepisów prawnych pokazuje, że to właśnie lubelscy urzędnicy mogą stać na bakier z polskim porządkiem prawnym.
Co stoi wyżej: Uchwała z Placu Łokietka czy Konstytucja RP?
Przypomnijmy lubelskiemu Ratuszowi fundamentalną zasadę ustrojową Rzeczypospolitej Polskiej: hierarchię aktów prawnych. Lokalny regulamin przewozów czy uchwała Rady Miasta stoją na samym dole tej drabiny. Nad nimi znajdują się ustawy, a na samym szczycie – Konstytucja.
Zajrzyjmy do dokumentu, o którym urzędnicy ZTM najwyraźniej zapomnieli:
Art. 227 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej jasno i bezdyskusyjnie określa status Narodowego Banku Polskiego oraz waluty narodowej. Zapis ten koreluje bezpośrednio z Art. 32 Ustawy o Narodowym Banku Polskim, który brzmi: „Znaki pieniężne emitowane przez NBP [banknoty i monety] są prawnymi środkami płatniczymi na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej”.
Co to oznacza w praktyce dla każdego obywatela i dla każdej miejskiej spółki? Oznacza to, że nikt na terytorium RP nie ma prawa odmówić przyjęcia zapłaty w legalnych polskich złotych. Odmowa przyjęcia gotówki przez biletomat w autobusie miejskim to jawne zlekceważenie rangi ustawy państwowej przez podmiot publiczny, jakim jest miasto Lublin.
Bat na urzędników: Ustawa o usługach płatniczych
Gdyby urzędnicy próbowali tłumaczyć się „wygodą” i systemami teleinformatycznymi, przypominamy im kolejny twardy zapis prawny, który wszedł w życie w Polsce pod koniec 2021 roku. Chodzi o nowelizację ustawy o usługach płatniczych (wprowadzenie art. 59ea), wywalczoną m.in. przez Narodowy Bank Polski, która miała ostatecznie ukrócić samowolkę zwolenników przymusowego obrotu bezgotówkowego.
Przepis ten wprost zakazuje przedsiębiorcom (w tym spółkom komunalnym świadczącym usługi na rzecz konsumentów) uzależniania zawarcia umowy od dokonania zapłaty w formie bezgotówkowej. Akceptant nie może odmówić przyjęcia zapłaty od konsumenta znakami pieniężnymi emitowanymi przez NBP.
Ratusz z uporem maniaka powtarza swoją jedyną, wyuczoną formułkę marketingową: „Przecież gotówką można zapłacić w biletomacie stacjonarnym na przystanku albo w kiosku!”.
To bezczelna kpina z mieszkańców i turystów. Stacjonarnych biletomatów jest w Lublinie zaledwie garstka w skali całego miasta. Większość kiosków Ruchu zniknęła z powierzchni ziemi, a te, które ocalały, po godzinie 18:00 oraz w weekendy są zamknięte na cztery spusty. Urzędnicy doskonale o tym wiedzą. Zmuszanie pasażera, by w deszczu czy w nocy biegał po osiedlach Felin, Czechów czy Czuby w poszukiwaniu czynnego kiosku, byle tylko móc spełnić absurdalny, bezgotówkowy kaprys ZTM, to rażące naruszenie zasad współżycia społecznego (Art. 5 Kodeksu Cywilnego).
Wykluczenie społeczne pod płaszczykiem „nowoczesności”
Ta bezgotówkowa krucjata lubelskich urzędników bije w najsłabszych. To nie jest nowoczesność – to nowoczesne wykluczenie.
- Uderza w seniorów: Starsze pokolenie lublinian, które budowało to miasto, ma prawo nie posiadać kont internetowych, smartfonów czy kart zbliżeniowych. Ma prawo ufać tradycyjnej gotówce i państwowym znakom pieniężnym. Dlaczego miasto zamyka przed nimi drzwi autobusów?
- Uderza w dzieci: Który odpowiedzialny rodzic daje 10-latkowi kartę płatniczą z dostępem do konta, by ten mógł przejechać trzy przystanki do szkoły? Jeśli dziecko zgubi telefon, w Lublinie staje się pasażerem wykluczonym, skazanym na łaskę i niełaskę kontrolerów.
- Uderza w turystów: Przyjeżdżasz do Lublina, chcesz zobaczyć wychwalane w folderach zabytki. Wsiadasz do autobusu i dostajesz od miasta jasny komunikat: Twój polski złoty nas nie interesuje. Wyciągaj kartę albo płać karę.
Oprac:@Sylwester

