Koszmar na ulicy Fabrycznej. W jednym z bloków mieszkalnych wybuchł groźny pożar, który szybko odciął mieszkańcom jedyną drogę ucieczki. Gęsty dym uwięził ludzi w mieszkaniach. Dzięki natychmiastowej i sprawnej akcji służb ewakuowano 21 osób, z czego dwie najciężej poszkodowane przetransportował do szpitala śmigłowiec LPR.

Do dramatycznych wydarzeń doszło w czwartek, 30 lipca, około godziny 9:00 rano. Dyżurny policji otrzymał pilne zgłoszenie o płomieniach i wydobywającym się dymie z bloku przy ul. Fabrycznej w Poniatowej. Na miejsce natychmiast wysłano liczne zastępy straży pożarnej, policję oraz zespoły ratownictwa medycznego.

Ogień odciął drogę ucieczki

Z pierwszych ustaleń wynika, że ogień pojawił się na drugim piętrze budynku i w mgnieniu oka objął całą kondygnację. Błyskawicznie rozprzestrzeniające się płomienie oraz gęsty, gryzący dym odcięły klatkę schodową, uniemożliwiając mieszkańcom wyższych i sąsiednich lokali samodzielną ucieczkę.

Służby ratunkowe bezwzględnie podjęły decyzję o natychmiastowej ewakuacji całego budynku. Połączone siły strażaków i policjantów pozwoliły na bezpieczne wyprowadzenie z pułapki ognia łącznie 21 osób.

Dwa lądowania śmigłowca LPR

Wynik pożaru jest bardzo poważny – pomocy medycznej udzielono na miejscu 15 poszkodowanym, wśród których znajdowały się również dzieci.

Stan dwóch osób był na tyle ciężki, że wymagał błyskawicznego transportu lotniczego. Na miejscu zdarzenia dwukrotnie lądował śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego (LPR), który zabrał do szpitala 58-letnią kobietę oraz 39-letniego mężczyznę.

Pomoc dla pogorzelców i wyjaśnianie przyczyn

Szybka i zdecydowana akcja gaśnicza zapobiegła strawieniu całego obiektu przez płomienie. Budynek musiał jednak zostać wywietrzony, a specjaliści sprawdzają stan techniczny oraz instalacje elektryczne i gazowe, by wykluczyć dalsze zagrożenie.

Dla wszystkich ewakuowanych mieszkańców samorząd gminny niezwłocznie zorganizował lokale zastępcze. Przyczyny oraz dokładne okoliczności powstania pożaru ustalają obecnie policjanci pod nadzorem biegłych.

Foto:Policja