Redakcja TuLublin.pl otrzymała oficjalną odpowiedź od Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego (ZDiTM) na nasze pytania o fatalny stan ulic. Urzędnicy, zamiast posypać głowę popiołem, cytują nam Prawo Prasowe i pouczają o etyce. Jednocześnie przyznają to, co widzi każdy kierowca: miliony złotych są wydawane na naprawy, które z założenia mają… krótki termin przydatności.
Milion na „plastelinę” w dziurach
Z oficjalnych danych wynika, że od stycznia 2025 r. do lutego 2026 r. Miasto Lublin wydało blisko 1 000 000 zł na tzw. naprawy cząstkowe. To kwota, za którą – według wyliczeń samego ZDiTM – można by wyremontować porządnie 1 km drogi. Urząd stoi na stanowisku, że lepiej połatać całe miasto „na chwilę”, niż zrobić jeden odcinek raz a dobrze.
ZDiTM wprost przyznaje w piśmie do redakcji: „Ten rodzaj napraw charakteryzuje się krótszym okresem trwałości, jest to naprawa czasowa, która wymaga wymiany w okresie dostępności masy na gorąco”.
Komentarz redakcji: Oznacza to, że lubelski podatnik płaci za tę samą dziurę dwa razy – raz w zimie za „tymczasową” masę na zimno, która często wypada po kilku dniach, i drugi raz wiosną za masę na gorąco. Czy to jest właśnie ta „gospodarność”, o której poucza nas Urząd?
Co mówią normy, a co urzędnicy?
Urząd tłumaczy się „intensywną aurą zimową”. Jednak w budownictwie drogowym istnieją standardy (m.in. D-05.03.17), które jasno określają, jak powinna wyglądać naprawa ubytków.
Nawet przy stosowaniu mas na zimno (tzw. mieszanek mineralno-asfaltowych na zimno), ubytek musi być oczyszczony, osuszony i starannie zagęszczony.
Jeśli „łata” wypada po trzech dniach, nie jest to wina „wahań temperatury”, lecz braku reżimu technologicznegolub kładzenia masy w błoto i wodę.
ZDiTM twierdzi, że kontroluje jakość prac, ale jednocześnie przyznaje, że nie prowadzi rejestru przyczyn szkód w pojazdach. Skoro Urząd nie wie, ile kół urwali kierowcy na konkretnych ulicach, to na jakiej podstawie ocenia efektywność swoich działań?
Gwarancja, która jest iluzją?
W odpowiedzi czytamy, że gwarancja obejmuje „jakość wykonanych prac”. Jak jednak wyegzekwować gwarancję na coś, co sam Urząd nazywa „naprawą czasową”? To wygodna furtka dla wykonawców – jeśli łata zniknie, zawsze można powiedzieć, że „taka jest technologia”.
Normy i dobra praktyka inżynierska wskazują, że nawet naprawa awaryjna powinna wytrzymać do czasu planowanego remontu. W Lublinie mamy jednak do czynienia z syzyfową pracą: drogowcy łatają, deszcz wypłukuje, drogowcy łatają ponownie. Płacimy za proces, a nie za efekt.
ZDiTM zamiast ZDM – urzędnicza złośliwość
W obszernej odpowiedzi Urząd poświecił sporo miejsca na wytknięcie nam błędu w nazwie jednostki (obecnie to ZDiTM, nie ZDM). Przyjmujemy tę uwagę, choć mamy nadzieję, że z taką samą skrupulatnością, z jaką urzędnicy sprawdzają literówki w pismach od redakcji, sprawdzać będą głębokość dziur na ul. Kunickiego, Wolskiej czy Kraśnickiej.
Podsumowanie: Zima znów zaskoczyła?
Argument o „wyjątkowo intensywnej aurze” słyszymy co roku. Zima w naszej szerokości geograficznej polega na wahaniach temperatur wokół zera – to nie jest zjawisko anomalne, lecz przewidywalne. Profesjonalny zarządca dróg powinien być na to przygotowany sprzętowo i technologicznie, a nie zasłaniać się „okienkiem pogodowym”.
Czekamy na drugą część odpowiedzi (punkty 6-8), w której ZDiTM ma ujawnić, kto niszczy nasze chodniki i czy płaci za to kary. Do tematu wrócimy niezwłocznie.
Masz zdjęcie dziury, która została „załatała”, a po dwóch dniach znów straszy na jezdni? Wyślij je do nas na redakcja@tulublin.pl! Pokażemy Urzędowi, jak w praktyce wygląda „utrzymanie reżimu technologicznego”.

