Zbliżają się święta, a wraz z nimi coroczny cud organizacyjny. Domy lśnią, stoły pękają, portfele demonstracyjnie nie narzekają, a sumienia — jak zawsze — przeszły w tryb oszczędzania energii. W Lublinie i okolicach rusza bowiem akcja logistyczna, której nie znajdziemy w żadnym poradniku świątecznym: eleganckie usuwanie starości z pola widzenia.
Bo święta mają być ładne. A starość, choroba i zależność są dziś po prostu nieestetyczne.
Rodzina tak, ale bez funkcji dodatkowych
Rodzina to ważna sprawa. Oczywiście pod warunkiem, że jest samodzielna, zdrowa, uśmiechnięta i najlepiej fotogeniczna. Wersja z demencją, cewnikiem albo potrzebą pomocy przy wstawaniu nie mieści się w standardzie. To już nie jest „bliskość”, to jest obciążenie operacyjne.
Dlatego właśnie, tuż przed 24 grudnia, niektórzy seniorzy nagle stają się „wymagający pilnej obserwacji”. W magiczny sposób ich stan zdrowia zaczyna kolidować z harmonogramem pieczenia sernika i przyjazdem gości w nowych SUV-ach. Przypadek? Oczywiście. Zawsze.
Szpital — świąteczny all inclusive
Na szczęście system ochrony zdrowia wychodzi naprzeciw potrzebom klasy średniej i nowobogackiej. Szpital oferuje bowiem pakiet idealny: łóżko, posiłki, opieka, cisza. Bez konieczności słuchania, tłumaczenia, cierpliwości. Senior zostaje zabezpieczony, a rodzina — odciążona. Wszyscy wygrywają. No, prawie wszyscy.
Personel medyczny, który spędza święta na dyżurze, z wdziękiem przejmuje rolę rodziny zastępczej. Bez opłat, bez opcji rezygnacji. Bo ktoś musi przecież zająć się tym, co nie zmieściło się przy stole.
Święto spokoju, nie odpowiedzialności
Współczesne święta nie są już czasem relacji. Są projektem wizerunkowym. Liczy się spokój, atmosfera i to, żeby nikt nie „zepsuł klimatu”. A klimat, jak wiadomo, łatwo psuje człowiek, który przypomina o przemijaniu, chorobie i tym, że kiedyś wszyscy będziemy problemem logistycznym.
Dlatego wygodniej jest wysłać go tam, gdzie ktoś inny zajmie się „problemem”. A my w tym czasie możemy spokojnie życzyć sobie zdrowia.
Moralność sezonowa
Nie potrzeba żadnej ideologii ani wielkich systemów wartości, by to zrozumieć. Wystarczy elementarna uczciwość. Jeśli w imię świątecznego komfortu potrafimy odsunąć najsłabszych, a potem z powagą mówić o bliskości i rodzinie, to nie mamy problemu z brakiem wartości. Mamy problem z nadmiarem wygodnych usprawiedliwień.
Nowe garnitury, drogie zegarki i starannie dobrane słowa o empatii nie zmieniają faktu, że ktoś właśnie patrzy w szpitalny sufit, żeby komuś innemu było milej przy stole.
Puste krzesło, pełna lodówka
Zostawiamy puste miejsce — bo tak wypada. Tylko że coraz częściej jest ono symboliczne aż do bólu. Bo miejsce dla „kogoś” jest, ale dla tego konkretnego kogoś już nie.
Szpitale nie są przechowalniami niewygodnych bliskich. A społeczeństwo, które potrafi perfekcyjnie zorganizować święta, ale nie potrafi unieść obecności własnych rodziców, nie potrzebuje moralnych kazań. Wystarczy mu lustro. I odrobina ciszy, gdy opadną kolędy.
________


