Lublin – miasto urzędników, którzy milczą, nie odpowiadają i… nie reagują?
W ostatnich tygodniach coraz częściej do naszej redakcji docierają sygnały o braku szacunku i lekceważącym podejściu ze strony urzędników publicznych w Lublinie – zarówno tych reprezentujących Narodowy Fundusz Zdrowia, jak i Straż Miejską. W obu przypadkach pojawiają się zarzuty o ignorowanie obywateli i dziennikarzy, a także utrudnianie dostępu do informacji publicznej.
NFZ: 14 dni milczenia, by odpowiedzieć jednym zdaniem
Wystąpiliśmy do Lubelskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ z pytaniem dotyczącym finansowania świadczeń kardiochirurgicznych. Choć ustawowy termin odpowiedzi w trybie dostępu do informacji publicznej wynosi 14 dni, Fundusz zwlekał do ostatniego dnia, by przesłać… lakoniczną odpowiedź, która nie tylko nie odpowiadała na zadane pytania, ale też – naszym zdaniem – świadczyła o arogancji wobec obywateli i mediów.
Niepokój budzi nie tylko forma, ale też ton pisma, który można odczytać jako wyraz lekceważenia dla sprawy, która dotyczy zdrowia i życia pacjentów. Czy to standard w instytucji, która ma służyć społeczeństwu?
Straż Miejska: brak odpowiedzi, unikanie reakcji, zrzucanie odpowiedzialności
Podobne doświadczenia dotyczą lubelskiej Straży Miejskiej, która – mimo statutowego obowiązku reagowania na zgłoszenia obywateli – zdaje się wybiórczo traktować swoje zadania.
Wystąpiliśmy z prasowym zapytaniem dotyczącym:
kontroli nielegalnych przewozów wykonywanych przez kierowców na aplikacje,
zajmowania pasów drogowych przez tzw. plakacarzy – samochody oklejone reklamami, często blokujące chodniki i przejścia.
Do dziś nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Co więcej, z relacji mieszkańców wynika, że strażnicy miejscy sugerują, by to obywatele sami zgłaszali incydenty w formie urzędowej, zamiast… po prostu zareagować na miejsce. Przypomina to sytuację, w której służba publiczna działa tylko wtedy, gdy ktoś wypełni formularz – a nie wtedy, gdy dzieje się coś realnie szkodliwego.
Straż „Kominowa”?
Wśród mieszkańców coraz częściej słyszy się, że Straż Miejska najlepiej radzi sobie z kontrolą kominów i pieców – stąd też ironiczne określenie „Straż Kominowa”. Choć dbałość o jakość powietrza jest bez wątpienia ważna, trudno nie odnieść wrażenia, że inne zadania – jak porządek na chodnikach, reagowanie na blokowanie pasów ruchu czy wspomniane kontrole transportu – są spychane na dalszy plan lub ignorowane.
Czy obywatel może jeszcze liczyć na odpowiedź?
Zarówno w przypadku NFZ, jak i Straży Miejskiej, mamy do czynienia z postępującym problemem braku komunikacji z obywatelami i mediami. Władza administracyjna, nawet lokalna, nie może zapominać, że jej podstawowym obowiązkiem jest służba publiczna, a nie jedynie procedury i odsyłanie petentów.
W demokracji to nie obywatel ma się dostosować do wygody urzędnika – to urząd powinien działać z otwartością, szacunkiem i gotowością do odpowiedzi, nawet na trudne pytania.
Komentarz redakcji:
Nie szukamy sensacji – szukamy odpowiedzi. Dlatego ponawiamy pytania do obu instytucji. Oczekujemy nie tylko formalnych reakcji, ale też przywrócenia elementarnego szacunku w relacji urząd – obywatel. Sprawa jest zbyt poważna, by ją ignorować.
Nota redakcyjna:
Artykuł ma charakter publicystyczny i odnosi się do działań instytucji publicznych na podstawie obserwacji, zgłoszeń obywateli oraz oficjalnej korespondencji redakcji z urzędami. Redakcja kierowała zapytania prasowe do wskazanych instytucji i pozostaje otwarta na ich stanowisko. Ewentualne sprostowania lub odpowiedzi zostaną niezwłocznie opublikowane zgodnie z ustawą Prawo prasowe

