Dłoń trzymająca pismo ZDiTM Lublin z napisem Powódź Biurokracji na tle dziury w jezdni

Lubelscy kierowcy codziennie testują zawieszenia swoich aut na zdewastowanych po zimie ulicach. Redakcja TuLublin.pl postanowiła sprawdzić u źródła: kto naprawia nasze drogi, jak są pilnowani wykonawcy i ile kar nałożono za fuszerki. Odpowiedź Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego (ZDiTM) w Lublinie po 47 dniach oczekiwania wprawia w osłupienie. Zamiast faktów, dostaliśmy… biurokratyczny bełkot i żądanie specjalnych podpisów.

Zasada jest prosta: mieszkańcy płacą podatki, drogi są dziurawe, a urząd ma obowiązek powiedzieć, co z tym robi. Ale nie w Lublinie. Tutaj proste pytania o wykazy firm i jakość kontroli nadzorowanych przez ZDiTM zamieniają się w wielomiesięczną batalię procesową.

47 dni namysłu nad… brakiem adresu

Nasz wniosek wpłynął do ZDiTM 25 lutego. Urzędnicy potrzebowali aż półtora miesiąca, by 13 kwietnia wysłać nam pismo, w którym nie ma ani jednej merytorycznej odpowiedzi. Zamiast tego, sztab ludzi pracował nad dwustronicowym wywodem, w którym żąda się od Redaktora Naczelnego „kwalifikowanego podpisu elektronicznego” oraz podania fizycznego adresu redakcji.

Przypomnijmy urzędnikom: nasza redakcja nie jest zakonem kontemplacyjnym, a jawną instytucją działającą w Lublinie. Żądanie adresu od dziennikarzy, z którymi urząd kontaktuje się na co dzień, to nic innego jak złośliwa gra na zwłokę.

Pytania, które parzą?

Skąd ta nagła miłość do paragrafów i biurokratycznych uników? Przyjrzyjmy się pytaniom, na które ZDiTM tak bardzo nie chce odpowiedzieć:

  1. Kto zarabia na zajmowaniu naszych chodników i jezdni?

  2. Ile szkód wyrządziły firmy zewnętrzne i ile z nich naprawiono za darmo, a ile za pieniądze podatników?

  3. Ile kontroli przeprowadzono i jakie kary nałożono na „nielegalne” podnośniki i reklamy?

Czy te dane są tak kompromitujące dla jednostki miejskiej, że trzeba uruchamiać procedury godne tajnych służb, byle tylko nie pokazać ich opinii publicznej?

Czego się boicie? Kogo kryjecie?

Jako redakcja i obywatele mamy prawo zapytać wprost:

  • Czego boi się ZDiTM Lublin? Czy w dokumentach widnieją firmy, których mieszkańcy nie powinni kojarzyć z remontami?

  • Kogo kryją urzędnicy? Czy nadzór nad niszczeniem miejskiej infrastruktury jest tak dziurawy jak lubelski asfalt, że jedyną linią obrony stała się ucieczka w biurokrację?

  • Ile kosztowała praca urzędników, którzy zamiast przygotować listę firm, przez 47 dni analizowali Kodeks Postępowania Administracyjnego, byle tylko utrudnić pracę mediom?

Sąd rozstrzygnie tę bezczynność

Informujemy urzędników ZDiTM: prawo do informacji publicznej jest fundamentem demokracji, a nie uprzejmością urzędu. Próba „przeczołgania” redakcji przez wymogi, które wedle orzecznictwa sądów nie dotyczą wniosków o informację, spotka się z adekwatną reakcją.

Nie damy się uciszyć biurokratycznym pismom. Jeśli ZDiTM uważa, że zasłanianie się brakiem „elektronicznego podpisu” zdejmuje z nich odpowiedzialność przed mieszkańcami, to spotkamy się w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym. Dziury w drogach nie znikną od pisania pism – znikną tylko wtedy, gdy zaczniecie rzetelnie pracować i rozliczać wykonawców.


Od redakcji: Czekamy na merytoryczną odpowiedź, a nie kolejny wykład z biurokracji. Mieszkańcy Lublina mają prawo wiedzieć, na co idą ich pieniądze.

@SR